Kibicować obrońcom czy najeźdźcom? Nyska bitwa sprzed 200 lat odsłania trudną tożsamość miasta
Kto w historycznej bitwie sprzed 217 lat zasługuje na nasze serce – obrońcy czy atakujący? To pytanie, które co roku powraca podczas widowiskowej rekonstrukcji Bitwy o Nysę, w tym roku ponownie skłoniło mieszkańców do refleksji nad tym, jak postrzegamy własną historię. Barwne korowody pasjonatów w mundurach z epoki od lat są jedną z wakacyjnych atrakcji regionu, ale pod powierzchnią inscenizacji kryje się znacznie poważniejszy problem – nyska tożsamość.
Dylemat z 1807 roku: po której stronie stanąć?
Rekonstrukcja wydarzeń z 1807 roku, kiedy to wojska Napoleona (bez cesarza, ale z jego bratem na czele) po zaciętych walkach zajęły Nysę, co roku budzi gorące dyskusje. W ścianie Domu Wagi do dziś tkwi kula armatnia z tamtego natarcia – niemy świadek starcia. Większość widzów intuicyjnie kibicuje obrońcom miasta. Dopiero gdy uświadomią sobie, że obrońcami byli Prusacy, a wśród atakujących – polscy żołnierze walczący u boku Francuzów, sympatie nagle się odwracają.
Efektem tej kampanii było zawarcie pokoju w Tylży i utworzenie Księstwa Warszawskiego – namiastki wolnej Polski. To historyczne tło sprawia, że pytanie o kibicowanie staje się pułapką. Jak pisał burmistrz Kordian Kolbiarz:
Piszę o tym dlatego, że mamy kłopot z odniesieniem się do przedwojennej (mam na myśli drugą wojnę światową) przeszłości naszej Nysy.
Kordian Kolbiarz, Burmistrz Nysy
Historia Nysy – bogata, ale zapomniana
Nysa była częścią Polski za Bolesława Chrobrego, a według legendy jej założycielem był Bolesław Krzywousty. Na tym jednak znajomość lokalnych dziejów często się kończy. Tymczasem miasto ma za sobą epokę Księstwa Biskupiego, Królestwa Czech, najazd Mongołów, husytów, Szwedów, panowanie Habsburgów i wreszcie Prusaków. Każda z tych warstw pozostawiła ślad – w architekturze, nazwach, legendach.
Dziś przeciętny mieszkaniec kojarzy Nysę głównie z czasów powojennych: odbudową z ruin, zakładami takimi jak ZUP, FSD, Garbarnia, Transbud. Wspomnienia dziadków to opowieści z Kresów, gór czy centralnej Polski – przyniesione tu przez przesiedleńców. W efekcie przedwojenne dziedzictwo Nysy pozostaje w cieniu, interesujące jedynie dla garstki pasjonatów.
Tożsamość, którą sami budujemy
Burmistrz Kolbiarz podkreśla, że dziś to my – obecni mieszkańcy – kształtujemy tożsamość Nysy. Kluczem do jej zrozumienia jest sięgnięcie do faktów, które nadają miastu unikalny charakter. Dlaczego Nysę nazywa się „Śląskim Rzymem”? Skąd wzięło się powiedzenie „miasto 100 wież”? Gdzie znajdowała się „nyska Wenecja” i „nyska Szwajcaria”? Jak przebiega „mila jerozolimska” – szlak pielgrzymkowy, który przyciągał wiernych?
Odpowiedzi na te pytania kryją się w lokalnych zabytkach i opowieściach. Jedną z najcenniejszych pereł jest kopia Grobu Pańskiego – jedna z zaledwie trzech w Polsce. Założyciel Carolinum (słynnego liceum) wyraził wolę, by jego serce na zawsze pozostało w Nysie. Te detale składają się na opowieść o mieście, które przez wieki było tyglem kultur i religii.
Dlaczego ta dyskusja jest ważna dla mieszkańców?
Debata o kibicowaniu w bitwie z 1807 roku to tylko pretekst do szerszej rozmowy o tym, jak Nysa definiuje swoją przeszłość. Miasto o tak złożonej historii – niemieckie przez stulecia, później polskie, z przymusowymi przesiedleniami i komunistyczną odbudową – musi odnaleźć narrację, która połączy wszystkich mieszkańców. Bez znajomości korzeni trudno budować wspólną dumę i tożsamość.
To nie tylko akademickie rozważania. Wiedza o lokalnym dziedzictwie wpływa na turystykę, promocję regionu, a nawet na to, jak młodzi ludzie postrzegają swoje miejsce zamieszkania. Im więcej mieszkańców będzie znało odpowiedzi na pytania o nyską historię, tym silniejsza będzie lokalna wspólnota.
Co dalej? Zachęta do odkrywania
Stojąc przed ścianą Domu Wagi z wbitą w nią kulą armatnią, warto zadać sobie pytanie nie o to, komu kibicować, ale czego ta kula jest dowodem. Dowodem na to, że historia wydarzyła się tu – na naszym terenie. Autor artykułu, burmistrz Kordian Kolbiarz, otwarcie zachęca: poznawajmy historię naszej ziemi. To wezwanie, by wyjść poza schemat powojennych opowieści i odkryć, że Nysa to miasto, które ma do opowiedzenia znacznie więcej niż tylko 100 wież.
Informacje przekazał Urząd Miasta w Nysie.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!